Przedszkola i szkoły to jeden wielki absurd, dom wariatów i paragraf 22.
Podałaś jeden przykład, proszę następne:
W zerówce nie uczy sie czytać dzieci, za karę, bo nie poszły do szkoły rok wcześniej. Tak, tak. Pani minister zmieniła podstawy programowe i literki schowane. To taki bacik na rodziców. Że kosztem dzieci ? A kogo to obchodzi, że te 6-letnie gapy chłoną wiedzę, starają się, chcą już czytać. Mają iść gów***rze do szkoły a nie siedzieć na dywanach po przedszkolach. I jak za okupacji trzeba będzie tajne komplety organizować, bo nauczycielki boja się wyłamać (pytanie: kto jest okupantem?).
Szkoła potrafi zegnać dzieci na jakieś imprezki sprzątania ziemi, machania chorągiewkami z gwiazdkami – nie ma lekcji i dzieci się cieszą i nauczyciele odsapną. Ale nie uczyć. Po dwóch latach szkoły dzieci nienawidzą się uczyć. Rzygają na sam zapach szkoły. Dwa lata albo i krócej.
Żerowanie na dzieciach, które są smutne gdy musza wyłamać się grupy.
Oczywiście oficjalnie wszystkie dzieci są nasze, wszystkie takie same. Ale mamusia nie zapłaci za zdjęcie, które mały miso przyniesie pewnego pięknego dnia?, Trzy zdjęcia: na jednym wszystkie dzieci, na drugim z najlepszym kolegą, na trzecim z panią kucharką. Ale ktoś się zająknie, co to za fotograf, jak się dostał do przedszkola, może jest tańszy, czy się dzieli z przedszkolem pieniędzmi i jak.
To samo wyjścia do kina. Ktoś się pyta rodziców co to za film. A tatuś się nie zgodzi ? Wszystkie inne dzieci idą, misio nie pójdzie i będzie smutny. Idzie więc i patrzy jak Shrek nadmuchuje żabę przez dupę, ha ha ha, kupa śmiechu. Z przewagą kupy.
To samo kolonie w szkołach. Pani zbiera grupę, koleżanki jadą, jak nie puścić dziecka, tak prosi. A tu: zero opieki lekarskiej, zero organizacji czasu, zero dyscypliny, leżą na plaży albo jak nie ma pogody to przewalają się w łóżkach. Atrakcja: wyjazd na basen. Ale wszyscy zadowoleni: pani, właściciel ruiny zwanej ośrodkiem kolonijnym, biuro podróży, dzieci. A rodzice – żyją sobie, we mgle.
Angielski w przedszkolu. Dla rodziców: same obowiązki, dla drugiej strony: same prawa. Dziwna prawidłowość. Ty masz dać pieniądze. Oni mogą, ale nie muszą. Na szczęście nieobowiązkowy.
Rytmika odpłatna. Ale kto to organizuje ? Przedszkole czy jak. Logopeda, pewnie tak samo jak ortopeda.
I składki ,składeczki. Na wyprawki, w szkole na ksero. A w telewizorze mówią że edukacja jest darmowa.
Książki. Pani zbiera pieniążki (zawsze tak mówią zdrobniale), albo lepiej, najpierw kupuje książki, wkłada je dziecku do tornistra (to w szkole), dziecko przynosi do domu z kartką ile trzeba zapłacić. Ordynarny faul na polu karnym. Nie wiadomo kto kupił, po ile, od kogo, może można było taniej. Cicho sza!
Zdjęcia, kino, kolonie, książki, inne „usługi” to są pieniądze. Prawdopodobnie „usługodawcy” dzielą się z przedszkolem czy szkołą (już nie piszę, że z nauczycielem, ale kto wie). W różnej formie. Wy kupicie od nas, to my wam cos tam kupimy do przedszkola. Ponieważ przedszkola/szkoły nie mogą zarabiać tzn sprzedawać, wystawiać faktur, więc to takie wszystko potajemne, szara strefa. A pieniądze z jednego źródła – wymuszone od rodziców. Dlaczego nikt sie z nich nie rozlicza ? Dlaczego nie pokazują faktur? Jak się spytasz głośno, to ci powiedzą, że przedszkole jest biedne, dzieci nie mają zabawek i cieszą się z każdej „zorganizowanej” złotówki i wyjdziesz na warchoła czy tam warchołkę. Jak sie spytasz, to się obrażą na ciebie, jak śmiałaś posadzać o nieuczciwość. A tu moim zdaniem: KAŻDE PIENIĄDZE POWINNY BYĆ ROZLICZONE BEZ PROSZENIA to jest oczywiste. Żeby nie być właśnie posądzonym o przekręty. Nikt nawet nie myśli o tym. To jest totalny upadek obyczajów. Jak łowienie skórek przez sanitariuszy z karetek pogotowia.
I to Polska właśnie. Prawa ręka za lewe ucho. Nie można prosto. Musi być światła ustawa na górze i morze absurdów na dole. Ale ten dół jest tak daleko. Kto go tam widzi.
Przykład. Prawdopodobnie ci powiedziano, że po chorobie dziecka masz przynieść zaświadczenie od lekarza, że dziecko jest zdrowe, prawda ? A pewnie było tak: kanałami oświatowymi taki wymóg szedł sobie z góry na dół. Z ważnej narady rządowej poprzez ważne narady miejskie i wiejskie aż trafił do przedszkoli i do rodziców.
Absurd, absurd, absurd. Po pierwsze ja nie znam takiego lekarza, który wydałby takie zaświadczenie, bo sie boi AH1 coś tam – nie weźmie na siebie ryzyka, bo jak nie daj Bóg jaka epidemia wybuchnie, to mu będą wymachiwać przed nosem zaświadczeniami, które wystawił, no i zwykły brak czasu. Bo po drugie tyle zajęć by miał: najpierw zbadać chore, potem zdrowe, chyba że zaocznie wyda (i tu koniec wywodu byłby). I nic a nic nie rozwiązuje to problemu. Ale narady były, dłonie otrzepane jak Pat i Mat. A rodzice siedzą i myślą: jak to zaświadczenie zdobyć, może nie będą pytać. Przecież dziecka nie wyrzucą. Widziałaś już zasmarkane, kaszlące dzieci zostawiane w przedszkolu przez rodziców ? Pewnie tak. Może nawet z dwoma zaświadczeniami - od pediatry i weterynarza ( w końcu grypa świńska). I wszyscy zadowoleni. A było jak jest. I pewnie epidemia będzie. Wszyscy wtedy będą latać i łapać się za głowę. Albo i nie będzie.
A przecież można coś poradzić. Bezwzględnie nie przyjmować kaszlących i zasmarkanych. Zapłacić lekarzowi, żeby przebadał raz na jakiś czas dzieci rano przychodzące do przedszkola. Częściej robić badania tego za przeproszeniem gówna, które rozmnaża się w tych wykładzinach, pluszakach i zasłonach (jakoś nikt się nie dziwi, że dzieci w wakacje nie chorują a po tygodniu w przedszkolu czy szkole połowa chora, dla ministerstw to już za trudny temat, ustawa się nie załatwi, trzeba by pewnie spalić z połowę przedszkoli i szkół, żeby wytępić zarazę). Ale to obowiązek i robotę miałyby wtedy przedszkola a tak obowiązek mają rodzice.
I kochane dzieci patrzą sobie patrzą, dorastają i później robią to samo czego się nauczyły: chodzą na głowie, bo myślą, że to normalne. I za 20 lat będzie pewnie to samo.
[ Dodano: Pon 28 Wrz, 2009 ]http://www.media.wp.pl/kat,1022939,wid, ... omosc.html