Wczoraj jakiś...ktoś zniszczył mi samochód stojący przed domem.
Najpierw rano urwał prawe lusterko, wyrwał antenę, skopał drzwi od strony pasażera i zepsuł zamek od strony kierowcy,a wieczorem dokończył urywając i kompletnie niszcząc lusterko od strony kierowcy.Słów brak...
Nie wiem, czy to jakiś właściciel podobnego auta, który potrzebował owe części, ale nie umiał ich wymontować nie niszcząc, czy jakiś pół mózg,który bawi się demolując komuś auto.W każdym razie oba te przypadki zgłosiłam na policji, choć w gruncie rzeczy nie wierzę w znalezienie i ukaranie sprawcy.Przecież to "niska szkodliwość społeczna"i nie muszą się wysilać.A ja nawet nie dostanę kasy z odszkodowania, bo tak stare auto jak moje nie ma AC, bo takich nie ubezpieczają- nie opłaca się.Tyle, że dla mnie to duży problem- bo mąż miał jechać na rozmowę kwalifikacyjną- i teraz nie pojedzie.I nadal nie będzie miał pracy. I nie będzie nadal mnie stać na kupno innych- nawet używanych.I po węgiel też nie pojedzie- z oczywistych powodów.
Jeden debil przez minutę "działalności"zrobił znacznie więcej szkód niż tylko jakieś głupie lusterka...
Policja pytała czy kogoś podejrzewam.
Jak bym wiedziała kto to-połamała bym mu łapy.Żeby nie miał juz czym wyrywać lusterek.

