przez grzeszek » 17 lis 2010, o 15:31
My się nie rozumiemy. Dla mnie Rada i wybory to całkiem co innego niz dla ciebie. Domyślam się, ale pewności nie mam.
Ja to rozumiem tak:
Mieszkam w Pabianicach. Mam tu sprawy prywatne, którymi sam się zajmuję (i chciałbym, zeby ich bylo jak najwięcej, bo wtedy maksymalnie kontroluję swoje życie). Ale są też sprawy wspólne, takie jak np. drogi czy bezpieczeństwo (nie wnikając w szegóły). Sprawy wspólne trzeba załatwiac wspólnie. Nie da się, żeby wszyscy sie zebrali i decydowali. Ale dlaczego mieliby o czymkolwiek decydować ? To jest oczywiste, że drogi maja być równe a na kazdym rogu ulicy powinien stać strażnik. Nie jest tak bo mamy ograniczone zasoby (uczą tego na studiach? podstawowa rzecz). Czyli budżet, konkretna liczba dochodów w której trzeba się zmieścić z wydatkami. Jak w domu. Nie mozna mieć wszystkiego. Trzeba więc wybierać: mniej policjantów, lepsze drogi albo odwrotnie. Albo tramwaj, albo szpital. Albo Dni Pabianic albo darmowy internet. Itd. Do tego własnie potrzebuję radnych. Moge zagłosowac na takiego, który mniej więcj ma takie prefeencje jak ja. I zobowiązuje się dotrzymac słowa. Ale ja muszę znać jego program.
To jest własnie demokracja i samorządność. To jest sytuacja w której mieszkaniec Pabianic jest podmiotem, jest ważny.
A z tego co rozumiem ty chcesz być reprezentantem mieszkańców. Przed kim chcesz ich reprezentować. Chcesz zabiegać ? U kogo ? O co? U Schetyny o dotacje na orliki ? To jest twoja demokracja ? Ty chcesz byc szeryfem, sekretarzem gminnej organizacji partyjnej, do którego ludzie będą przychodzić żeby poskarżyć sie na złego cara. Mnie to jest niepotrzebne. Bo to jest sytuacja w której staję sie przedmiotem, maszyną do produkcji energii jak w Matrixie.
Tu mieszkam, tu płacę podatki i chcę o nich decydować a nie żebrać.