"Od paru lat już chyba wpisane w moje życie, wigilijne czerpanie przyjemności z magii jaką niosą ulice miasta, przyozdobione i przepełnione atmosferą, łączone ze specjalną sesją zdjęciową tegoż zjawiska.
Jak zawsze, acz tym razem wręcz z musu ( zostałem sam w domu a gotować nie bardzo umiem...

) o godzinie 18 udałem się na wielki spacer. Tym razem jednak wyjątkowo - pieszo.
Ruch na ulicy jak w każdą niedzielę wieczorem, ludzi mało... Ale w powietrzu wisi "to coś"! Widać tysiące zapalonych okien - codzienność, lecz z każdego okna emanuje rodzinne ciepło, atmosfera miłości. Z każdego miejsca słychać co jakiś czas ton kolędy czy brzdęk widelców.
Mimo to jedno pozostało bez zmian. Komunikacja miejska. Autobusy, tramwaje, pociągi - mimo iż kompletnie puste to jednak w służbie.
Spacer zahaczył o Dworzec PKP, Szynkielew, Stare Miasto z pętelką przez bugaj.
Dopiero po jakimś czasie z domów zaczęli wyłazić ludzie, zaroiło się od młodzieży. A potem już tylko tłumy zmierzające na pasterkę i/lub obejrzeć żywą szopkę.
Magiczne chwile... Za to właśnie lubię Gwiazdkowy wieczór!
Po powrocie do domu zastała mnie miła niespodzianka wobec której wigilia jednak się odbyła - w męskim gronie, wśród Kolegów kierowców, którzy jak się okazało też zabłąkali się akurat przypadkiem do mnie; żony wystawiły*, żołądek zaburczał, zazdrość chwyciła i żeśmy se wigilię skołowali, wprawdzie z dań typu "Instant"/"Mrożonka"/"Papierek", ale spontaniczne Święta to jest dopiero coś!"
*) A może to my, mężczyźni powinniśmy jednak jechać z nimi do... Teściowych? Hmm... 