Córka koleżanki rodziców złamała nogę. I to tak niefartownie, że poszła kość najważniejsza - ta, która jeszcze "rośnie". W naszym szpitalu przyjęli pacjentkę, a i owszem, po awanturze matki. Zrobili prześwietlenie, założyli szynę i... lekarz powiedział, że trzeba będzie operować, ale w Matce Polce właśnie. No to matka pyta, do której karetki iść. Lekarz na to, że karetka nie zawiezie, bo strajkują. Mogą im zapłacić (i wtedy zrobi kurs), pojechać taksówką albo inaczej. On im już nie pomoże.
I Oni jeszcze chcą podwyżki?!?!!? Do roboty się wziąć lenie!!!


