Mnie w tym mieście raczej nic już nie zdziwi, co najwyżej mniej lub bardziej zdenerwuje.
Wiele razy stawałam do tak zwanych rozmów kwalifikacyjnych. Zawsze z jednakowym skutkiem, mimo, iż spełniałam wymagania, posiadałam kwalifikacje.
A następnie dowiadywałam się, że na to stanowisko została przyjęta - córka, syn, szwagierka Pan/Pani X, znanych i wpływowych osób.
Może i takie jest życie, ale czy aby na pewno?
Zastanawiam się, kiedy w Pabianicach cokolwiek zmieni się na lepsze, kiedy tego typu artykuły, jak w ostatnim numerze ŻP (oraz w wielu poprzednich), zostaną skwitowane przez ludzi, którym kiedyś zaufałam, oddając na nich swój głos, komentarzem takim, że lepiej byłoby w ogóle nic nie mówić.
I kiedy wreszcie przestanę świecić oczami przed mieszkańcami innych miast, którzy na wieść, że jestem z Pabianic, kwitują: a... to tam, gdzie dzień bez afery jest dniem straconym....
