przez Aleksander » 10 lip 2007, o 01:08
Ponownie piszę na forum, tym razem z mieszanymi uczuciami, że zadeklarowane przez pana zajęcie się zgłoszoną przeze mnie sprawą ponad miesiąc temu jest warte „funta kłaków”. Nic się nie zmieniło w sprawie „zieleń miejska a samochody”. Samochody przy ryneczku na Bugaju jak się zatrzymywały na trawniku tak się nadal zatrzymują – ku uciesze straży miejskiej, która nadal może się „wykazać” swoją aktywnością w postaci liczby wystawionych mandatów za parkowanie w miejscu niedozwolonym – a przecież nie chodzi o karanie a o rozwiązanie problemu dla zmotoryzowanych klientów ryneczku, który funkcjonuje blisko 20 lat i nic w tej sprawie nie zrobiono. Przeciwnie, zabrano ogólnie dostępny parking przy bloku 205. Natomiast między blokami 206, 207 i 208 nadal mnoży się liczba niesfornych lokatorów parkujących samochody w pasie zieleni niszcząc ją (żeby tylko lokatorów!!!), mimo że obok znajduje się parking. Czy mieszkańcy tych bloków mają prawo do ciszy, spokoju i zieleni zagwarantowane przez przepisy porządkowe? Przywieziono ostatnio humus, który gospodyni plantuje w miejsce rozjeżdżonego przez koła samochodów trawnika. Syzyfowa to praca gdyż na pewno nie uszanują tego wymienieni „desperaci”, a na patrole straży miejskiej na naszych podwórkach raczej nie będzie można liczyć (policja też nie reaguje!!!). No cóż świadomość powinna iść z góry, ale niestety decydenci nie przejawiają ochoty do wymuszenia od służb do tego powołanych na wykonywanie przez nie patroli porządkowych na naszych podwórkach. O wirtualnym dzielnicowym nie wspomnę, nadal nic mi nie wiadomo czy jest taki na etacie. Chciałem sam dochodzić swoich praw do spokoju i do nie niszczenia zieleni w miejscu zamieszkania, ale otrzymałem pierwsze ostrzeżenie w postaci uszkodzenia samochodu. Jeździmy do sąsiadów za miedzę, za Odrę i podziwiamy, jaki jest tam porządek. Czyżby żyło tam inne społeczeństwo? Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Żyją tam tacy sami ludzie jak tutaj tylko jest tam konsekwentnie respektowane prawo. A służby porządkowe natychmiast reagują nawet na pojedyncze zgłoszenia mieszkańców (nie odnoszę się tutaj nawet do abstrakcyjnej dla nas sprawy – obowiązku sprzątania przez właścicieli psów „pamiątek” po nich). Czy w ten sposób zamierza pan utrzymać zieleń w mieście, w którym przybywa samochodów? Czy nie ma sposobu na racjonalne rozwiązanie tego problemu? Czyżbyśmy musieli zostać ZAPYZIAŁĄ WIOCHĄ, bo jesteśmy bezsilni wobec sobiepaństwa, chamstwa, głupoty i zwyczajnego wandalizmu???